sobota, 30 września 2017

Książę i wiedźma - legenda z okolic Białowieży

 Dawno temu, gdy gościńcami wędrowali rycerze w zbrojach a ludzie podobni byli herosom, polować w białowieskich kniejach przyjechał na grubego zwierza pewien litewski książe. 
Młodzieniec odznaczał się ogromną siłą fizyczną i jeszcze większą odwagą. Dość rzec, iż na niedźwiedzie wyruszał sam, uzbrojony jedynie w drewnianą pikę zakończoną żelaznym grotem. Pewnej czerwcowej nocy myśliwy odpoczywał po udanych łowach nad rzeką Łutownią, gdy w promieniach wschodzącego księżyca ujrzał dziewczynę przecudnej urody, zażywającą kąpieli w nurtach puszczańskiej krynicy. 


 Młodzi przypadli sobie do gustu i wkrótce zakwitła między nimi wielka miłość. Oksana nie widziała świata poza ukochanym a książę z zapałem znosił do jej chaty ubite żubry, niedźwiedzie, tury i jelenie, co w dawnych czasach było równie wielkim dowodem miłości, jak dziś kosze czerwonych róż w środku zimy. 

 Rzecz cała toczyłaby się pewnie utartym torem i całą opowieść można by zakończyć sakramentalnym "żyli długo i szczęśliwie", gdyby do sprawy nie wmieszała się pewna wiedźma, posiadająca nie tylko znajomość zastosowania ziół wszelakich o czarodziejskim działaniu, ale i przekazywaną z pokolenie na pokolenie tajemną wiedzę, pozwalającą zaklinać rzecz jedną w drugą zgodnie z jej życzeniem. Ksantypa, bo tak właśnie miała wiedźma na imię, zamieszkiwała od niepamiętnych czasów polanę nad rzeką Łutownią, otoczoną kręgiem prastarych dębów. Sędziwa niewiasta trudniła się zbieraniem ziół, rzucaniem uroków, sporządzaniem wszelakich lekarstw i trucizn oraz innymi zajęciami właściwymi jej profesji. 

 Ksantypa na ogół chwaliła sobie pustelniczy żywot, spokój leśnego zakątka oraz towarzystwo dzikiego zwierza licznie wówczas zamieszkującego białowieską krainę. Spokój jej runął jednak w gruzy w chwilę po spotkaniu polującego w kniei księcia. Stara wiedźma zapałała do młodzieńca uczuciem świeżym jak majowy wietrzyk i zarazem potężnym niczym zimowa nawałnica. 

 Ksantypa ukazywała się księciu pod postacią długonogiej łani czy sarny o załzawionych oczach, by wkrótce przemienić się w dorodną, młodą dziewczynę z wydatnym biustem. 

 Innym razem objawiała się jako zwiewna rusałka, wabiąc nieczułego księcia śpiewem
tak czystym i powabnym jak owoce malin zroszone poranną rosą. 

 Wszelkie zabiegi podstarzałej czarownicy kończyły się jednak totalną klapą gdyż, jak wspomniano wcześniej, młodzieniec ów był beznadziejnie zakochany w Oksanie, dziewczynie młodej i bardzo pięknej. 

 Po wyczerpaniu całego zasobu zaklęć i czarów Ksantypa dała za wygraną i najpewniej pozwoliłaby kochankom korzystać ze szczęścia, gdyby nie fatalne spotkanie z młodym księciem w widłach Łutowni i Narewki. Myśliwy, ujrzawszy wówczas wiedźmę w jej naturalnej postaci - pomarszczoną, przygarbioną, z kurzajkami na twarzy i krukiem na ramieniu, postanowił dołączyć Ksantypę do reszty zwierzyny, którą go knieja ostatnimi czasy obdarzyła. 

 W zapalczywym gniewie wziął szeroki zamach, by ugodzić sędziwą niewiastę swą drewnianą dzidą prosto w serce. Ksantypa, choć już wiekowa, nie była jednak pozbawiona refleksu, niezbędnego do przeżycia w Puszczy pełnej dzikiego zwierza. Zanim zimne ostrze dosięgło jej piersi, zdążyła wypowiedzieć odpowiednie zaklęcie i w mgnieniu oka zamieniła zapalczywego księcia w leśną mysz. 

 Zagniewanej wiedźmie nie dość jednak było tej zemsty i by jeszcze mocniej mogła napawać się swym zwycięstwem, przemieniła piękna Oksanę w puszczyka, który - jak wiadomo - by przeżyć, musi pożywiać się wszelkimi leśnymi i polnymi myszami. 

 Od tamtych czasów każdy puszczyk ostrzega wszelkie myszy, norniki, piżmaki swym pohukiwaniem, by przypadkiem nie pożreć ukochanego księcia przemienionego w leśną mysz. Legenda głosi, iż zły czar pryśnie, gdy przez sto lat człowiek nie wytnie w Puszczy Białowieskiejani jednego starego drzewa. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.